strict warning: Declaration of taxonomy_facet::build_root_categories_query() should be compatible with faceted_search_facet::build_root_categories_query() in /home/users/misteopl/public_html/woltuszowa/sites/all/modules/faceted_search/taxonomy_facets.module on line 400.

PostHeaderIcon Legenda o Kopcu

 

Mgła w lesie pod KopcemJuż od miesiąca mgła opanowała całą ziemię i nie wiadomo było, co robić dalej. Powietrze całe przesiąknięte na wylot drobinkami mgły, jak prześcieradło zasłaniało wszystko wokół, tak, że nikt, nawet na parę metrów nie wychodził z grodziska, aby nie zabłądzić w lesie, a co gorsza, spotkać tam śmierć. Wprawdzie jeść jeszcze było co, ale niepokój coraz to większy gościł na twarzach mieszkańców osady spod lasu. Dlatego z dnia na dzień zadawali sobie to samo pytanie: ileż to jeszcze przyjdzie nam siedzieć w tej mgle, a może to kara za grzechy?, a może to koniec świata będzie? – prorokowali inni. Dzieci tylko najspokojniej bawiły się nie robiąc sobie z tego nic i swoją beztroską denerwowały swoich rodziców, którzy musieli ze zdwojoną siłą na nich uważać, co by które nie wlazło w mgłę, bo znaleźć je tam byłoby cudem. Właśnie nastał kolejny mglisty dzień , dlatego starszyzna postanowiła zebrać się na naradę, aby podjąć decyzję, co robić dalej. Usiedli blisko siebie w kole, tak, że każdy widział każdego i łatwiej było rozmawiać, obserwować ruchy i gesty rozmówców, potakiwać i przysłuchiwać się temu, co kto ma do powiedzenia. Na twarzach wszystkich panował spokój, ale i troska o osadę i jej najbliższą przyszłość, która w obliczu potężnej mgły, z dnia na dzień stawała się niepewną. Na sam przód głos zabrał raptowny i zawsze niecierpliwy Miedziobród: To wszystko przez starą wiedźmę spod lasu, co to czaruje, jak chce i kiedy chce, dymy puszcza na wszystkie strony to i teraz na nas puściła i chce nas wygubić bo sama stara to jej na sobie nie zależy, a nas ma za nic. Ja bym jej….Spokojnie, spokojnie- głos Miedziobroda przerwał Kosek – co ma wiedźma do ludzi ze wsi. Każdy chodzi do niej po radę, raz pomoże raz nie, ale nie zaszkodzi na pewno nikomu to i ludzie ją uważają, a i ona ludzi też. Musi być inna przyczyna, bo czegoś takiego jeszcze u nas nie było. Ale co?- odezwał się Grabek – miesiąc już czekamy, że mgła ustąpi, a tu nic, dalej to samo. Pamiętam pierwsze dni jak przyszła to szła od tej góry co to mówią, że na niej straszy i lepiej tam nie chodzić. Raz ponoć, mówiła stara wiedźma, że poszli ludzie tam po zwierza na polowanie i nie wrócili. Nastała chwila ciszy. Wszyscy z kręgu stali i patrzyli niepewnie po sobie, bo czuli, że nie lada tajemnicę mają do odkrycia, ale jak się z nią zmierzyć. Trza iść na tę górę i sprawdzić, co tam się dzieje, inaczej zginiemy tu z nędzy i głodu, bez słonka i widoku – głośno i na stojący rzekł stary Dąbek – jeśli życie nam miłe musimy zaryzykować i znaleźć kogo, kto pójdzie na tę wielką, tajemniczą górę, zobaczy co tam się dzieje, czy to z niej płynie to ogromne może mgły spowijającej naszą ziemię, a najważniejsze wróci do nas, i powie co robić dalej? Rada dobra, ale kto pójdzie na górę, co nie wracają z niej ludzie, tym bardziej, że oko wykol nic na krok nie widać to jak iść i jak wrócić?

Mgła pośród bukówWszyscy z pytającym wzrokiem zaczęli rozglądać się na boki i dumać, kto mógłby iść, kto jest na tyle odważnym by wstać i pomóc osadzie w tak ciężkiej dla niej chwili. Oczy zgromadzonych zaczęły szybko oblatywać się nawzajem, ale nikt póki co ze zgromadzonych nie wychylił się i nie zgłosił na ochotnika. Wydawało się, że ważna rola dla osady, wyzwoli spośród zgromadzonych ludzi odważnych i pełnych zapału do wyjaśnienia dręczącej wszystkich zagadki, a tymczasem nikt głowy z tłumu jeszcze nie wychylił. Strach paraliżował dużych i małych, silnych i słabych, nawet zawsze wszechobecni ryzykanci głowy pospuszczali i jakoś ucichli. Wśród ogólnego paraliżu, jak dźwięk skowronka po nocnej ciszy, zabrzmiały słowa młodego chłopaka stojącego za plecami zgromadzonych: ja pójdę! Wszystkie głowy jak jedna zwróciły się na młodzieńca, który delikatnym, ale pewnym krokiem wyszedł na środek kręgu zgromadzonych mieszkańców osady. Ja pójdę – powtórzył Skwarek – bo tak chłopcu było na imię. Wysoki, szczupły chłopak, o bystrym spojrzeniu wywołał podziw i jednocześnie obawę wielu, czy on, niedoświadczony, bez specjalnych umiejętności poradzi sobie w tak trudnej dla każdego wytrawnego rycerza sytuacji. Chłopcze – rzekł Dąbek – czy zdajesz sobie sprawę z trudności, na jakie możesz napotkać w tej wędrówce, na niebezpieczeństwa i niepewność powrotu do domu, do nas, czy w ogóle wiesz, co ty chcesz zrobić? A pewnie że wiem, nie raz chodziłem po lasach, po paryjach, gdzie nikt się jeszcze nie zapuszczał, wiem jak rozpoznawać kierunki i jak z wyprawy wracać do domu żeby nie zabłądzić. Nauczył mnie tego mój ojciec, ale on już nie żyje, matka też zmarła zeszłej zimy, a żony ni dzieci jeszcze nie mam, to i nikomu nie będzie szkoda gdy zginę. A jak się uda to i osadzie się przysłużę, a i dobrych uczynków nigdy nie za dużo na świecie. Ot spróbować spróbuję, a jak wyjdzie, zobaczymy. Znów fala niepewnych spojrzeń przeszła po twarzach zgromadzonych starszyzny osady. Stary Dąbek wstał ze swojego miejsca, powoli podszedł do młodego ochotnika, położył rękę na jego ramieniu i rzekł bardzo ciepłym głosem. Wiesz co, Skwarku, już jestem z ciebie dumny, bo nikt z nas starszych i bardziej doświadczonych nie wstał by ratować osadę, a ty jeden odważyłeś się i stoisz przed nami już jak bohater. Przemyśl jeszcze swoją decyzję, bo zadanie przed tobą bardzo trudne i tajemnicze, dlatego jeśli zrezygnujesz nikt nie będzie do ciebie miał pretensji. Przemyśl to i jutro dasz nam odpowiedź, a na dziś kończymy nasze spotkanie, a jeśliby komu coś innego przyszło do głowy w tej sprawie to jutro niech nam o tym powie. Wszyscy wstali ze swoich miejsc i zaczęli powoli rozchodzić się każdy w soją stronę, na środku został tylko Skwarek i stary Dąbek. Chłopcze – rzekł Dąbek – znałem dobrze twojego ojca i wiem, że był świetnym myśliwym i umiał jak nikt inny tropić zwierza, ale przed tobą zadanie o wiele trudniejsze, bo nie wiesz kogo tropić i gdzie, ba, gdzie iść i co zobaczyć, jak wybrać drogę i po co iść? Zagadka za zagadką stoi przed tobą i nami wszystkimi, wiem jednak, że ktoś iść musi, bo inaczej los nasz niepewny a czas coraz to krótszy do rozwikłania tajemnicy. Skwarku kochany, wiedz jedno, że jeśli pójdziesz to możesz nie wrócić z tej wyprawy, dlatego będziemy czekać na ciebie trzy dni. Po trzech dniach, jeżeli ciebie nie będzie to pójdę ja, a po mnie znów ktoś inny, tak by komuś wreszcie się udało rozwiązać zagadkę i uratować naszą osadę przed zagładą. Skwarek skłonił się nisko przed Dąbkiem i wycofawszy się tyłem skręcił do swojej chałupy, gdzie mieszkał ze swoją starą już bardzo babcią. Po drodze wielu pokazywało go palcami, toteż Skwarek nie zwracając na to uwagi, czym prędzej wszedł do środka swego domu i od razu podjął decyzję: idę w nocy, gdy wszyscy będą spać, tak będzie najlepiej.

Swiatło przez mgłęCzym prędzej rozpoczął przygotowania do wymarszu, wiedział, że musi mieć coś do jedzenia, coś do obrony i myślał co by tu jeszcze wziąć, gdy usłyszał głos babci: Skwarku, wiem, że ty mi nic nie powiesz, bo boisz się żebym ci nie pozwoliła iść na tę górę, ale ja wiem wszystko, dlatego proszę podejdź do mnie a powiem ci coś ważnego. Skwarek zostawił przygotowania i przybliżył się do staruszki, a objąwszy ją pocałował w rękę. Gdy byłam młodą dziewczyną – rzekła staruszka -  dziadek twój, a mój ukochany mąż zabierał mnie na zbocze góry, na którą masz dzisiaj iść, aby w tajemnicy przed innymi spędzić razem czas. Były to cudowne chwile, których nic nie jest w stanie zastąpić i na których wspomnienie pojawia się uśmiech i radość a i trochę wstyd mimo podeszłego już wieku. To było cudowne uczucie, kiedy dziadek opowiadał mi o naszej przyszłości, o dzieciach które będziemy mieli, o tym co wspólnie stworzymy jako mąż i żona, o naszym domu i cudownej osadzie. Najwspanialej jednak się czułam, kiedy całował mnie i przytulał do siebie. Wiedziałam, że przy nim nic mi nie grozi i wszystkiemu sprostam. Tam chodziliśmy często, bo tam nikt nie chodził, bo wszyscy się bali, że tam coś grasuje i można z tej góry już nie wrócić. Ale mój kochany, a twój dziadek był odważnym człowiekiem, nie bał się strachów i pewnego razu, gdy byliśmy razem na zboczu góry, wziął mnie za rękę i zaczął ciągnąć w górę zbocza. Na początku nie bałam się, ale w miarę jak wychodziliśmy coraz to wyżej, las stawał się dla mnie groźniejszy i bardziej tajemniczy. Szarpnęłam za rękę twojego dziadka, aby go powstrzymać przed dalszą drogą, ale on tylko zakrzyknął: nie bój się , pokażę ci wierzchołek naszego świata, wyjdziemy na samą górę. Nie protestowałam, bałam się, ale byłam ciekawa co tam zobaczymy i jak ta góra, o której wszyscy mówią, wygląda naprawdę. Szliśmy dość szybko wiedzeni młodością i ciekawością nieznanego świata. W pewnym momencie, przed nami, pewnie blisko już samego szczytu zajaśniała jasność , najpierw mała, ale w miarę naszego zbliżania stawała się coraz to większa, tak, że stanęliśmy oboje i niepewność nie pozwalała nam iść dalej. Stanęliśmy blisko siebie, dziadek twój przytulił mnie i zapytał niepewnym głosem: co to może być ta jasność i co w niej się kryje? Chwilę staliśmy w milczeniu, ale blask tak jakby z większą siłą , ale i tajemniczym ciepłem rozprzestrzeniał się wokół szczytu. Najpierw spokojnie staliśmy obserwując co będzie się działo, kiedy jednak światłość, jak magiczna ręka przygniotła nas do ziemi i nie pozwoliła otworzyć oczu, a wiatr , którego dotychczas nie było, jakby wyrwany z niebieskich przestworzy zaczął nas smagać jak wozak biczami konie ciągnące ciężki wóz. Baliśmy się wtedy okrutnie, co będzie z nami - to tylko było mi w głowie, kiedy, jak po strasznej burzy zapanował błogi spokój, wszystko ucichło, głowy podnieśliśmy w górę, a przed nami stało piękne drzewko z gładką, popielatą korą i ślicznymi zielonymi listkami. Wokół drzewka, na delikatnym mchu, rosły białe stokrotki, a powietrze przenikał zapach jemioły. Nie wiem dlaczego, ale wtedy właśnie dziadek ni stąd ni zowąd podszedł do drzewka, zerwał kwiatki i jak stał tak padł przede mną na kolana. Kocham cię moja droga – rzekł mi i jak tylko potrafię tak pragnę cię kochać, i nawet jeśli nie mielibyśmy wrócić żywi z tej góry to wiedz, że ślubuję ci być twoim na zawsze. Wtedy rzucił na mnie zerwane kwiatki, wstał a ja ze strachem i ogromną radością wbiłam się w ramiona mego ukochanego. To była krótka chwila, ale ja nie zapomnę jej póki żyć będę, i tobie pierwszemu o tym mówię, bo wierzę, że tam gdzie idziesz nie stanie ci się nic złego. To nie jest straszna góra, jak wszyscy myślą, strach ludzi od niej odgania, z nią trzeba umieć się zbratać, jej słuchać i w zgodzie z nią żyć. Dzięki tej górze ja z dziadkiem stworzyłam szczęśliwą rodzinę i wierzę, że tobie się uda zdobyć ją , rozwiązać zagadkę mgły i szczęśliwie do nas wrócić. Idź z wiarą, że nic złego cię nie spotka, patrz świeżym wzrokiem a wszystko będzie dobrze. Ja czekać na ciebie będę, bo cię kocham mój wnuczku a i roboty dużo, bo wiosna idzie, a tyś młody to i kogo by ci  poszukać, bo wóz we dwoje się lżej ciągnie jak jednemu. Zatem idź i wracaj szczęśliwie. Po tych słowach babcia skuliła się i zaczęła tak jakby cichą szeptaną modlitwę, nie zwracając uwagi na wnuka.

Buki pod KopcemOn tymczasem szybko za pas wcisnął nóż myśliwski, ułamał kawałek placka żytniego i czym prędzej wyskoczył z domu na zewnątrz. A tam, oko wykol, nic nie widać. Nie dość, że mgła, to i taka ciemność, że kroku nie wiadomo gdzie stawiać, a gdzie tu dopiero znaleźć drogę na szczyt góry. Skwarek jednak ani chwili się nie zawahał, wszak nie raz chodził z ojcem po nocy na polowanie, to i  teraz sobie poradzę – tak pomyślał – i skupiwszy się nad każdym krokiem, spokojnie, aczkolwiek powoli rozpoczął  swój marsz na szczyt tajemniczej góry. Cisza, ciemność, niepewność, mgła, a jednak młodzieniec uspokojony i pewny swej misji idzie przed siebie wiedziony wiarą, że się uda , że uratuje osadę i znów życie wróci w niej do normalności. Myśli zaczęły w nim błądzić po tym, co przed chwilą mówiła mu babcia, co to mogła być za jasność i dlaczego akurat ta góra, a nie inna jest taka szczególna dla tej okolicy. Skwarek każdy swój krok upewniał delikatnymi stąpnięciami po ziemi, a przestrzeń przed sobą tak jakby rozgarniał ruchami rąk na przemian raz w prawo a raz w lewo, by bezpiecznie pokonywać kolejne odcinki drogi. Uszedł już spory kawałek gdy zdziwienie jego wywołała tak jakby rzednąca z każdym krokiem mgła. Na początku niewiele, ale z czasem widoczność na tyle się poprawiła, że widział przed sobą i drzewa i zarośla i zbocze góry dość kamieniste. Drzewa tylko wydawały mu się dość dziwne, bo wszystkie gładkie, z popielatą korą tak jakby innym tu rosnąć nie wolno było. Szedł już wyprostowany i skupiony nad każdym , nawet najmniejszym szelestem czy drgnięciem w zaroślach. Miał nawet takie wrażenie, jakby go ktoś obserwował, śledził ukradkiem, ale nie dał się zauważyć ani przez chwilę. Skwarek był pewien, że to coś jeśli chciałoby mu zrobić krzywdę to zrobiłoby to już dawno, ale czuł, że póki co nie ma się czego obawiać, tylko maszerować dalej w górę, bo noc się skończyła, a ile jeszcze drogi przed nim to sam nie wiedział. Ułamał kawałek chleba i zaczął jeść nie przerywając wędrówki, w napotkanym strumyczku napił się wody i z nową siłą i energią wspinał się coraz to wyżej. W pewnym momencie uczuł w nozdrzach delikatny zapach, który jak czarodziejska woń przenikała górskie powietrze. To jemioła, pomyślał. W tym momencie przypomniał sobie słowa babci i uwierzył, że to, co mówiła musiało być prawdą. Zdziwienie jego było tym większe, że w kierunku szczytu pojawił się przed nim tak jakby mglisty tunel, który wiódł do ognistej, mglistej kuli wieńczącej wejście na szczyt. Zatrzymał się, zawahał chwilę, czy dalej iść, po czym jakby zahipnotyzowany skierował się do jaśniejącego szczytu.

Kopiec - widok z WołtuszowejOgnista kula ani nie parzyła, ani nie raziła, ani nie wydawała żadnego niepokojącego dźwięku, tylko swoją błogością i delikatnością wyzwalała uczucie powagi i doniosłości. Skwarek przemierzywszy magiczną granicę kuli zobaczył przed sobą jaśniejącą postać siedzącą na tronie. Postać ta, ubrana całkowicie na biało zdawała się tak jakby przywoływać go do siebie. Młodzieniec wpatrzony w tajemniczą istotę powoli, nie odrywając od niej wzroku zbliżył się do niej i zatrzymał tak, by stwierdzić, że jest to starszy mężczyzna z piękną siwą brodą i jasnymi jak śnieg włosami. Uśmiechał się serdecznie do Skwarka i gdy ten się zatrzymał rzekł do niego te słowa: witam cię młodzieńcze. Podziwiam twoją odwagę i męstwo, którego dowód dałeś wychodząc na tę tajemniczą górę. Nie łatwo było podjąć taką decyzję, ale ty się odważyłeś i dlatego cieszę się, że tobie jako pierwszemu zdradzę moją małą tajemnicę. To ja jestem przyczyną tej mgły nad waszą okolicą, to ja wprowadziłem w was niepokój i niepewność i to ja chciałem zobaczyć, jaka będzie wasza reakcja na to niecodzienne zjawisko. Zobaczyłem, że jesteście szczęśliwymi, prostymi ludźmi, którzy potrafią się cieszyć i nie wymagają wiele do szczęścia, a i macie odważnych ludzi, którzy w niebezpieczeństwie potrafią zaryzykować wiele, aby pomóc swoim bliskim. Doceniam to i dlatego proszę cię Skwarku, młodzieńcze, wróć do swoich i powiedz im, że spotkałeś Waszego Boga, który zapragnął chwilę odpoczynku na waszej górze, a że tak dobrze się na niej poczuł, to i nie chciało mu się szybko wracać do siebie. Skorom tak długo został, to chce z wami, dzielnymi mieszkańcami tej ziemi zawrzeć umowę: Wy będziecie tak jak do tej pory opiekować się sobie powierzonym miejscem na ziemi, tą piękną, bogatą w góry, doliny i wodę okolicą, a ja będę nad wami czuwał, chronił was od głodu, ognia, wojny, nieszczęść, okrutnych burz i nawałnic. Moim pragnieniem jest byście pamiętali zawsze o mnie, dlatego proszę, niech każdy z was dorosłych, a nawet i dzieci posadzi na tej górze, gdzie tak pięknie odpocząłem, drzewo przypominające wam mnie, drzewo o nazwie Buk. Ta nazwa tego drzewo, choć trochę inna od mojego imienia, ale przypominać wam ma, że ja tu byłem, was odwiedziłem, i że kiedyś się jeszcze pojawię, aby sprawdzić czy moja prośba do was jest ciągle żywa. Idź więc Skwarku do domu, powiedz o tym coś usłyszał ode mnie całej okolicy, a wiedz, że z chwilą gdy wyjdziesz z ognistego kręgu mgła ustąpi i wróci do was normalne życie. I jeszcze jedno, niech już nikt z was nie boi się chodzić na tę górę, niech ona stanie się górą radości i miłości młodych ludzi, górą, gdzie miłość dojrzewa a wiara czyni cuda. I wrócił Skwarek z tymi słowy do swoich, każdy, nawet najmniejszy mieszkaniec osady wysłuchał słów młodzieńca wypowiedzianych przez ich Boga, i nie było nikogo co by w nie nie uwierzył. Tak to cała osada od tego czasu obsadziła całą górę drzewem bukowym, stąd zaczęto ją nazywać Bukową Górą. Inni zaś, od schadzek na niej młodych chłopców i dziewcząt nazywali ją Górą Zakochanych. Inni zaś od jej wielkości i dalekiej widoczności na całą okolicę nazywali ją Górą Kopiec. Jednak po dziś dzień to jest ciągle ta sama góra, która ma nam przypominać o umowie, a umowa to rzecz święta. 

Spisał: Adam Śliwka